
Memoriał Bercika w Markach.
Rower tym razem porządny (pożyczony od syna) i gacie z pampersem na szelkach. Dobre gumy, okulary itd. Do tego plecak z wodą i bidon, żeby nie odwodnić się tak, jak w Kobyłce. Ok. 20km fajnej trasy, ale pod góra z piachem klnę, pluję, charczę i zastanawiam się - po co mi to?
Wyjechałem się na maxa. Na mecie podnoszę rękę do kasku.
-Melduję wykonanie zadania! - po czym lewą ręka hamulec ściskam mocniej. I orzeł na oczach wszystkich. Rower mnie przykrywa, ale żyję.
Jestem 75/140 startujących. Nie jest źle. Czas - godzina i trochę.
Fajna atmosfera i obtarte przeżycia (klata, kolano i łokieć)
Film z Memoriału.
Jaki tam porządny rower... Lepszy niż poprzednio po prostu :)
OdpowiedzUsuń