Trzeba wstać i zobaczyć, w którym kościele dzwonią...
Jest w miarę chłodno, więc spacer wąskimi uliczkami Stari Gradu należy do przyjemności.
Widzimy wędkarzy, którzy łowią ryby miejscowym sposobem - siedzą na nabrzeżu z żyłką nawiniętą na palec i porzucają haczyki rybom pod nos. Jak zobaczą, że połknęła, to zacinają. Inny patent - wyrzucić daleko w zatokę namoczoną bułkę, owiniętą kilkunastoma przyponami z błyszczącymi, złotymi haczykami i gdy ryby skubią bułkę same zacinają się na haczyki. Bardzo proste.
Podjarany łowieniem ryb kupiłem zestaw za 7 kun. I nie rozwinąłem go do tej pory. Okazało się, że na całej wyspie nie mają białych robaków.
W mieście pustki - wszyscy śpią, bo tutaj życie zaczyna się po 22, a kończy... jak się wino skończy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz