2008-08-24

Urle 2008


Był pomysł, żeby do Urli jechać na rowerze, ale szybko mi przeszło.
Urle to fajne miejsce, ze świetnym klimatem. Bywaliśmy tu z dziećmi(jak były małe) kilka razy. Nowy rower już przetestowany.
Do zwycięstwa zagrzewa mnie fanklub - wnuczka Ula, synowa Agnieszka, syn Łukasz (jak zawsze robi zdjęcia) i ich przyjaciele.
Trasa płaska, szutrowa, trochę piachu. Startujących i kibiców tłumy, jak na Mistrzostwa Polski przystało.
Na trasie serdecznie pozdrawiam dawnego kolegę z kobyłkowskiego Budoru: "A ty Andrzej, kurwa, co tu robisz?!". Wyprzedzam i jadę dalej.
Ma mecie w grupie wiekowej M5 jestem 8, a 79 na 148 startujących
To mi się podoba!

2008-08-12

Felt

Kupuję u Grześka rower - czarnego Felta. Ja dostałem zniżkę, a on 2 bransoletki z silikonem na fanty do Urli.

2008-08-11

Tysiąc

1000km przejechałem i myślę, co kupić.

2008-08-03

Postanowiłem zaprzyjaźnić się z faktorem 36, przynajmniej przez pierwsze dni i z wodą, która sama nosiła.
Wieczorem rezydent wyjazdu zaprosił mnie na degustację wina do zaprzyjaźnionego Chorwata (gratis). Idąc na miejsce rozglądałem się, żeby po degustacji móc trafić do ośrodka... No i zaczęło się - biały prosek - wytrawny, biały prosek - półwytrawny, czerwony prosek - wytrawny, czerwony prosek - półsłodki, rakija i od nowa.
Na szczęście przyszło mi do głowy kupić od Chorwata dużą plastikową butelkę z białym wytrawnym i w dobrym stanie dotrzeć do ośrodka.
Wino schłodzone z dodatkiem wody okazało się rewelacyjnym napojem na upały.

2008-08-02

Pobudka

6:00 - dzwony kościoła wyrywają nas ze snu. Za chwilę dołączają z drugiego i trzeciego.
Trzeba wstać i zobaczyć, w którym kościele dzwonią...
Jest w miarę chłodno, więc spacer wąskimi uliczkami Stari Gradu należy do przyjemności.
Widzimy wędkarzy, którzy łowią ryby miejscowym sposobem - siedzą na nabrzeżu z żyłką nawiniętą na palec i porzucają haczyki rybom pod nos. Jak zobaczą, że połknęła, to zacinają. Inny patent - wyrzucić daleko w zatokę namoczoną bułkę, owiniętą kilkunastoma przyponami z błyszczącymi, złotymi haczykami i gdy ryby skubią bułkę same zacinają się na haczyki. Bardzo proste.
Podjarany łowieniem ryb kupiłem zestaw za 7 kun. I nie rozwinąłem go do tej pory. Okazało się, że na całej wyspie nie mają białych robaków.

Znaleźliśmy kościół i cerkiew, które dzwonią nie tylko nad ranem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Pod kwiatowym drzewem napotkaliśmy jedyną żywą duszę o tej porze – chorwackiego kota.








Uliczki od odwiecznego chodzenia (384 r.p.n.e.) są tak wyślizgane, że błyszczą się, jakby były mokre. Architektura opiera się na kamieniu. Domy mają właściwie tylko drzwi, całe życie skupia się na dziedzińcu, za murem. Nawet okna są wysoko, zwykle zasłonięte okiennicami.
W mieście pustki - wszyscy śpią, bo tutaj życie zaczyna się po 22, a kończy... jak się wino skończy.

2008-08-01

Urlop

Po 24h podróży autokarem przez kawałek Europy docieramy do Splitu na Chorwacji nawet w niezłej formie, tylko nogi lekko opuchnięte.
Na urlop namówiła mnie córka, która wyjechała wcześniej do Włoch z ekipą MOKu Kobyłka. Teraz tylko 2h promem na wyspę Hvar do Stari Gradu.
Nareszcie uciekłem przed coroczną sierpniową alergią nie-wiadomo-na-co...
Po 22 wspólna kąpiel w zatoce. Fale, słaba widoczność, kamieniste dno. Trochę niebezpiecznie. Anka po ciemku gubi sandał.
Nie będziemy pływać nocą.